Wywiad z prezesem Océ: "Bruno Raab: doświadczenie, wiedza i znajomości"
Dwie dekady z Océ
Polski oddział firmy Océ ma od kilku miesięcy nowego prezesa. Po odejściu Marka Kozłowskiego tę funkcję sprawuje Holender Bruno A.F.C. Raab. Zapytaliśmy nowego szefa Océ Poland o plany rozwoju firmy, poprosiliśmy o ocenę polskiego rynku, nie omieszkaliśmy również zapytać o niedawno zakończone targi drupa.
Jak rozpoczęła się zawodowa kariera nowego szefa Océ Poland?
Mam doświadczenie w trzech dziedzinach: marketingu, IT oraz finansów. Jeszcze podczas studiów zacząłem pracować dla firmy produkującej obuwie; jako manager IT uczestniczyłem w zakładaniu punktów sprzedaży (POS) i tworzyłem system, który pozwoliłby kontrolować każdy ze sklepów: które produkty zostały sprzedane, jakie leżą w magazynach itd. Spędziłem w tamtej firmie 3 lata, po czym złożyłem podanie o pracę w IBM. Gdy dotarłem do ostatniego etapu kwalifikacji, spotkałem ludzi z holenderskiego oddziału Océ. Dwa tygodnie później już w nim pracowałem.
To była połowa lat 80, bardzo ciekawy okres, ponieważ w ofercie Océ pojawiły się pierwsze drukarki laserowe. W holenderskiej centrali wykonywałem różne prace: od sprzedaży, przez marketing, po zarządzanie. W 1995 r. odszedłem do prywatnej firmy, ale wróciłem po roku. Przez trzy lata wspomagałem swoją wiedzą dystrybutora urządzeń Océ w USA, potem spędziłem kilka lat w Wielkiej Brytanii jako dyrektor marketingu odpowiedzialny za miejscowy rynek. Przez rok zajmowałem stanowisko szefa działu druku małoformatowego w Szwajcarii, a od 1 kwietnia jestem w Polsce...
Imponujący dorobek. Jest Pan związany z Océ od ponad 20 lat, czyli zna Pan tę firmę jak własną kieszeń?
W Océ nie jest to niczym niezwykłym. Wiele osób wiąże się z koncernem na lata, co zresztą uważam za niezwykle inspirujące.
Jest Pan w Polsce od trzech miesięcy. Jakie wrażenia?
Przyjeżdżając tutaj nie miałem żadnych oczekiwań. Gdy przed kilkoma laty pracowałem w Wielkiej Brytanii, czułem się świetnie: Holendrzy i Anglicy mają zbliżone charaktery i doskonale się dogadują. Po trzech latach dostałem przydział do Szwajcarii; tam ludzie są bardziej zdystansowani, trudniej nawiązywać znajomości niż na Wyspach. Ale ponieważ biznes rozwijał się doskonale, zacząłem szykować się na dłuższy, kilkuletni pobyt. Po roku byłem już w Polsce...
Znam wielu Polaków w Anglii i Holandii. Cieszą się opinią doskonałych robotników, przyzwyczajonych do ciężkiej pracy. Na miejscu przekonałem się, że jesteście bardzo otwartymi, przyjaznymi ludźmi, skupionymi na realizacji celów i odnoszeniu sukcesów. Atmosfera zdrowej rywalizacji, którą zastałem w Océ Poland, czyni pracę tutaj bardzo satysfakcjonującą. I jeszcze jedno: jestem szczerze zaskoczony liczbą osób, z którymi można dogadać się po angielsku; we Francji czy Niemczech nieznajomość obcych języków jest dużym problemem. Jestem przygotowany na dłuższy pobyt w Polsce i świetnie się bawię.
Jak oceni Pan polski rynek druku cyfrowego? Czy wytrzymuje porównania z krajami Europy Zachodniej?
Z naszych obserwacji wynika, że Polska ma nadal duży potencjał wzrostu. Ostatnie zmiany w polskim oddziale Océ dowodzą, jak ważny jest dla nas wasz rynek. Przez ostatnie trzy miesiące w firmie pojawiła się grupa nowych pracowników, a nasze plany na najbliższy rok zakładają intensywny rozwój działu sprzedaży i obecność w wielu segmentach rynku, m.in. graphic arts. To nie jest biznes typu „hit and run” (uderz i uciekaj); mówimy o rynku profesjonalnego druku, na którym budowa silnych związków z klientem jest szczególnie ważna. Dlatego chcemy inwestować w ludzi, w ich szkolenie.
Chciałbym wnieść do firmy wartość dodaną w postaci mojego doświadczenia, wiedzy i znajomości kolegów z innych krajowych oddziałów, dzięki czemu rozwój tego biznesu będzie dużo prostszy.
Który z sektorów polskiej poligrafii jest Pana zdaniem najbardziej obiecujący dla interesów Océ?
Definitywnie graphic arts - i myślę nie tylko o małym, ale również szerokim formacie. Zainteresowanie naszymi rozwiązaniami dla tego sektora na tegorocznej drupie było prawie dwukrotnie większe niż przed czterema laty. Ale dostrzegam jeszcze jeden kierunek, który powinniśmy obrać: rozwiązania dla małych i średnich firm, które potrzebują urządzeń biurowych wysokiej klasy. To segment, którym się dotychczas nie zajmowaliśmy, ale doświadczenie i wiedza pracowników Océ i Konica Minolta pozwala wierzyć, że to się zmieni.
Wspomniał Pan o drupie i dwukrotnie większej liczbie gości na stoisku...
To było zaskakujące. Okazało się, że w porównaniu z prezentacjami Xeroxa czy Kodaka to właśnie nasze stoisko było zawsze nieprawdopodobnie zatłoczone. To świetna wiadomość, bo na targach nawiązuje się kontakty z potencjalnymi klientami, którzy w ciągu kilku lub kilkunastu miesięcy mogą podjąć decyzję o zakupie. Oczywiście na naszym stoisku gościliśmy wielu polskich drukarzy.
Które produkty z waszej drupowej oferty cieszyły się największym zainteresowaniem wśród polskich drukarzy?
Najciekawsza była chyba prezentacja naszej nowej technologii ColorWave do kolorowego druku wielkoformatowego. Sporą uwagę przyciągał także ploter UV Arizona 250 GT, przeznaczony dla rynku graficznego, oraz nowa seria Océ VarioPrint 4000, czyli czarno-białych urządzeń arkuszowych do produkcji średnionakładowej. Pozytywnie zaskoczyło nas duże zainteresowanie naszymi szybkimi drukarkami atramentowymi z zakresu cyfrowej produkcji gazetowej i druku książek.
Te ostatnie cieszyły się większą popularnością wśród gości z Zachodu, gdzie cyfrowy druk książek jest znacznie bardziej rozpowszechniony niż w Polsce (nasze urządzenia wykorzystuje np. księgarnia internetowa Amazon.com). Jednak ponieważ do Waszego kraju trafia coraz więcej zleceń outsourcingowych na taki druk, spodziewamy się rosnącej sprzedaży w tym segmencie także w Polsce.
Jakie najważniejsze zadania postawiła przed Panem - jako nowym szefem Océ Poland - holenderska centrala? Czy możemy się spodziewać zmian w prowadzeniu firmy?
Z pewnością, choć pragnę podkreślić jedną kwestię: jestem tutaj, ponieważ dotychczasowy szef Marek Kozłowski podjął decyzję o odejściu z pracy po kilkunastu latach. Marek doskonale kierował Océ Poland, więc nie jest moim celem granie roli korporacyjnego gościa, który wprowadzi nowe porządki.
Na pewno będę rozwijał tę firmę według własnego planu - w niektórych segmentach szybciej, w innych wolniej. Ponieważ jestem specjalistą od urządzeń małoformatowych oraz usług outsourcingowych, chciałbym wykorzystać swoją wiedzę do rozwoju tych obszarów biznesu. Podobne zadania realizowałem w Szwajcarii. Udało nam się tam osiągnąć błyskawiczny czas reakcji na wezwanie klienta. Przykładowo po powodzi, która unieruchomiła wiele drukarni małoformatowych, byliśmy w stanie dostarczyć drukarzom nowy sprzęt w ciągu 24 godzin. Zależy mi na tym, by klient nie myślał sobie: prowadzę mały biznes poligraficzny, więc dla Océ jestem mało ważny. To nieprawda: każdemu klientowi oferujemy szybką reakcję i najwyższej jakości serwis.
W mniejszym stopniu będę się skupiał na rynku druku szerokoformatowego, bo w tym segmencie jesteśmy rynkowym liderem - nie tylko w Polsce.
Czy uważa Pan, że drukarnie tradycyjne, stosujące konwencjonalne techniki druku, są atrakcyjnym rynkiem zbytu dla producentów urządzeń cyfrowych?
Mogą być i naturalnie chcemy przekonywać ich właścicieli do inwestycji w urządzenia Océ, które doskonale nadają się do druku krótkich serii w wysokiej jakości i w atrakcyjnej cenie. Nie jest to jednak proste zadanie. Z badań przeprowadzonych przez nas w Szwajcarii - zakładam, że w Polsce byłoby podobnie - wynika, że najbardziej otwarci na nowe inwestycje są drukarze w wieku 30-47 lat. Starsi niechętnie godzą się na zmiany.
Czy po przyjeździe do Polski przeżył Pan jakieś zawodowe zaskoczenie? Może różnice w specyfice miejscowego rynku, które nie występują w krajach, w których Pan wcześniej pracował?
Oczywiście takie różnice są dostrzegalne. W Wielkiej Brytanii błyskawiczny rozwój przeżywa rynek graphic arts oraz cyfrowy druk książek i czasopism, czego nie dostrzegam na razie w Polsce. Z kolei Szwajcaria to specyficzny rynek, który błyskawicznie adaptuje nowe technologie; można powiedzieć, że to, co dzieje się w szwajcarskiej poligrafii, zapowiada analogiczne zmiany w całej Europie.
Moje zaskoczenie związane z Polską wynika z obserwacji tempa zmian, które przeprowadziliście od chwili otwarcia granic. Praktycznie nie dostrzegam różnic w jakości poligrafii w Waszym kraju i na zachodzie Europy. To niesamowite. W Polsce jest wiele firm, które dążą do sukcesu, błyskawicznie adaptują się do zmieniających się warunków na rynku i przede wszystkim ciężko pracują.
Rozmawiał Mirosław Pawliński
Wywiad w całości pochodzi z sierpniowego wydania „Świata Poligrafii”
